Dzień Pokemonów Warszawa 2011


Prolog, czyli wchodzisz sobie czasem na Valhallę, aż za którymś razem...

Przez ostatnich dobrych kilka lat, gdy szukałem nowości związanych z Pokémonami zaglądałem głównie na dobrze znaną fanom stronę Serebii.net, a potem doszła do tego jeszcze Bulbapedia (i spędzanie nocy na czytaniu czego popadnie). Na polskie twory z różnych powodów zaglądałem dosyć rzadko. Ale na Valhallę czasem wchodziłem – głównie z sentymentu. I pewnego dnia moim oczom ukazał się ten news. Z ekscytacją wczytałem się w jego treść, po czym zaraz poinformowałem o nim moją dziewczynę, która dzieli ze mną zamiłowanie do gier w takim samym stopniu. Nie powiem, dla mnie, jako fana, który interesuje się tematem naprawdę długo było to coś, na co czekałem. Najpierw jakiś czas temu karcianka wyszła u nas po Polsku, a teraz to! Coś, na co mogli sobie pozwolić Europejczycy, Amerykanie i Japończycy, a Polacy dotąd nie! No cholera, możliwość pobrania eventowego Pokémona na oficjalnym wydarzeniu Nintendo, tam nie może mnie nie być – powiedziałem do siebie. No i bez większego zastanowienia potwierdziłem swój pobyt, sprawdziłem dokładnie pociągi, trasa z Poznania nie najdłuższa, bilety w ludzkich cenach, żyć nie umierać. Popełniłem jednak błąd polegający na tym, że byłem zbyt pełen optymizmu i nie pomyślałem nawet przez chwilę, co zrobić, jak coś pójdzie nie tak? Mimo, że połączenie do stolicy bezpośrednie, to jednak trochę pieniędzy i czasu zabierało. No nic, pakujemy się, ładujemy DSy i w drogę!

Sobota 20 sierpnia – subiektywnie

Przyjechaliśmy z dziewczyną specjalnie trochę wcześniej, aby zdobyć gratisy w postaci koszulek i smyczy. Dotarliśmy kilka minut po 10 i już trafiliśmy na mały tłumek. Nie znając nikogo, przysłuchiwałem się rozmowom innych i wypatrywałem osobę, która miała rozdawać promocyjnego Victiniego z Japonii, po uprzednim umówieniu się na forum Valhalli (zarejestrowałem się na nim po newsie o wydarzeniu). Czas mijał i ludzi zbierało się coraz więcej. Po chwili pojawił się jakiś negatywny szum, którego do końca niedosłyszałem (potem się okazało, że chodzi o problemy organizacyjne), ale zaraz potem nadeszła chwila rozdawania gratisów (koło 11:30) i w końcu się zorientowałem, który z przybyłych to Daru (a jednak – czułem, że ta osoba przewijająca się nieopodal z walizką to on!). Kilka minut po 12 poszła informacja – można pobrać Celebiego! Wszyscy, w tym ja, wyciągnęli od razu DSy i zaczęło się. Przy okazji, z minuty na minutę miałem wrażenie, że coś tu nie gra, ale całe „zło” wyszło dopiero po fakcie. Generalnie wydarzenie odbywało się przy pubie Marylin, czyli tak jak zapowiedziano w przypadku dobrej pogody, ale z niezrozumiałych dla mnie przyczyn (przynajmniej na tamtą chwilę) właściciel wyganiał ze środka (mimo zakupionego jedzenia). W międzyczasie dojrzałem też gości, którzy przybyli zza granicy (Czechy). Osobiście z nimi nie rozmawiałem (poza spytaniem o drogę do jakiejś toalety), ale zauważyłem, że niejedna osoba postanowiła się z chłopakami wymienić Pokémonami bądź powalczyć. Warto też dodać, że karteczki z informacjami na temat planu dnia oraz instrukcji pobrania Celebiego były napisane zarówno w języku polskim, jak i angielskim, dlatego też Czesi z pewnością nie mieli dodatkowych problemów. Poza samym Daru, kilka innych osób miało również plakietki, które sygnalizowały na pomocników, do których mogli się zarówno zgłosić goście zza granicy, jak i cała reszta.

O 14:00 rozpocząć się miał turniej, a wcześniej przyjmowane były zapisy. Podjąłem się wyzwania i czekałem na nadejście odpowiedniej godziny. Przed zmaganiami rozmawiałem z ludźmi, poznawałem niektórych fanów z forum Valhalli, innych, jak się później okazało, z forum Deadly Serious. Dyskutowaliśmy o grach, kartach i różnych innych pierdołach związanymi z Pokémonami. I wiecie co? Było naprawdę fajnie. Co prawda, niektórzy nadal okazywali swój wiek poprzez niepotrzebne, głośne i irytujące zachowanie, ale potem już nie było z tym problemu. Przy okazji mogłem poznać rubin, wtedy jeszcze moderatorką, teraz jedną z administratorek forum Valhalli, która przyniosła ze sobą rarytas w postaci pełnego kompletu Pokémon Green na GameBoya. Zrobiło to na mnie niemałe wrażenie, ale sam też miałem się czym pochwalić, lecz niestety nie bezpośrednio, a konkretnie swoim Pokémon Blue, który siedzi sobie w fabrycznej folii Nintendo. Poza tym, stoczyłem kilka pojedynków swoim Pokémon Black (z różnym skutkiem), dostałem do rąk po raz pierwszy Nintendo 3DSa dzięki uprzejmości BZW Golem (która notabene rozdawała wcześniej wspomnianego Victiniego) i tak mijał czas, aż nadszedł turniej, który rozpoczął się terminowo. Niestety, swoją pierwszą walkę przegrałem i odpadłem, ale wszystko mogło potoczyć się inaczej, gdybym użył innego ataku, prawda Jakuboksie? Resztę czasu spędziłem na kolejnych rozmowach i poza turniejowych walkach z innymi uczestnikami. Aż w końcu zauważyłem przyjście osoby, którą bardzo dobrze kojarzyłem ze zdjęć z sieci. Rzucić okiem na PokeDay przyszła Pani Beata Dudzic, która pracuje w Stadlbauer (czyli reprezentant Nintendo w Polsce) i m. in. opiekuje się oficjalnym kontem Nintendo Polska na Facebooku. Z lekką nieśmiałością w końcu odważyłem się podejść i zagadać, popytać i pochwalić za obecną działalność Nintendo w Polsce. Rozmowa zakończyła się zrobieniem pamiątkowego zdjęcia. Po niecałej godzinie później, razem z dziewczyną zmierzaliśmy już ku drodze powrotnej, gdyż późniejsze pociągi odjeżdżały o męczącej godzinie. PokeDay się dla nas skończył, minęły nas jedynie konkursy. Czy to wszystko, co można napisać? Nie!

Sobota 20 sierpnia – obiektywnie i kilka słów o konsekwencjach

Niestety, PokeDay był organizacyjną porażką. Może nie ogromną, ale z pewnością nie można było być w 100% zadowolonym. Ale to jeszcze zależy – jeśli ktoś przyjechał tylko po Celebiego, a następnie wrócił do domu, bo nie miał daleko, to z pewnością nie miałby żadnych zastrzeżeń. Natomiast jako osoba dojeżdżająca dobrych kilka godzin i oczekująca normalnych warunków mam prawo mieć pewne pretensję. Po powrocie do domu obserwowałem tylko jak fora eksplodowały nerwowymi dyskusjami na temat wydarzenia. Najgoręcej było chyba na forum Deadly Serious. Zresztą, sam brałem tam udział w rozmowach. Mój gniew i rozczarowanie uaktywniły się, dopiero gdy przeczytałem, że PokeDay tak naprawdę odbył się ledwo co. Okazało się bowiem, że właściciel wynajętego lokalu nie wiedział w ogóle, że coś się ma odbywać. Mówiono też, że sądził, iż był to tylko żart. Albo doszło do sprzeczności na linii właściciel – pracownicy, albo ludzie zajmujący się wynajęciem lokalu (w tym wypadku, wg słów Daru, Stadlbauer) nie dopilnowali sprawy do końca. Teraz zamieszanie na samym początku i wyganianie ludzi z terenu pubu miało sens. Daru wspominał nawet o grożeniu wezwaniem straży miejskiej/policji przez pracowników z powodu tłumu „fanów gier komputerów, na których nie zarobimy, bo to w większości dzieci” (tak miała powiedzieć jedna osoba z obsługi). Administratorowi Valhalli należy się plus za to, że jakimś cudem załatwił chociaż miejsca dla przybyłych koło pubu, ale z drugiej strony – dlaczego nie kontaktował się od początku ze Stadlbaurem? Żałuje, że od początku nie zorientowałem się, co się dzieję, bo na pewno nie zostawiłbym tego w takim stanie i jakoś pomógł.

Ciężko powiedzieć cokolwiek więcej, gdyż komentarza kogokolwiek ze Stadlbauera brak, a szczegóły poznaliśmy jedynie od samego Daru (któremu jedni bardziej lub mniej zarzucają winę za całość, co dla mnie jest lekką przesadą). Jakby tego było mało, zaginęła również jedna z nagród (gra na DSa, o ile mnie pamięć nie myli, Pokémon White).

Zastanawia mnie jeszcze jedno – kto do cholery wpadł na pomysł, żeby przeprowadzać takiego typu wydarzenie, na które wpadnie masa dzieciaków w tak nieodpowiednim miejscu?! To chyba największa pomyłka tego przedsięwzięcia. Rozumiem, że pewnie chodziło o pieniądze, ale dlaczego nie można było tego zrobić w Empiku, centrum handlowym, czy jakimś większym sklepie z grami? Mało takich punktów w Warszawie? Po zachowaniu pracownika pubu Marylin było już widać, że wybór miejsca był zły. Jestem jeszcze tylko ciekaw jednej rzeczy – ile sobie życzyli za wynajęcie lokalu i czy faktycznie dostali pieniądze przed imprezą. Bo jeśli tak, to... szkoda słów.

Oficjalne imprezy związane z grami serii Pokémon w Polsce mają, moim zdaniem, prawo istnienia. Graczy jest naprawdę masa, wystarczy spojrzeć na fora albo konwenty. Ale fani zasługują na coś lepszego pod względem samej organizacji. Sam fakt eventowego Pokémona i gadżetów prosto od Nintendo jest czymś świetnym, ale sama forma powinna być tak samo wyjątkowa. Dlatego mam nadzieję, że następnym razem, gdy odbędzie się PokeDay to posiadać będzie lepszą lokalizację pod względem lokalu i miasta, rzetelniejszą organizację i bardziej Pokémonowy klimat.

Galeria zdjęć

6 komentarzy:

kelen pisze...

Słowem wyjaśnienia - pisanie i publikacja opóźniła się z wielu powodów (m. in. przeprowadzka na studia). Za co przepraszam. Kolejne artykuły powinny się już pojawiać częściej.

Kuba Gołacki pisze...

Chyba najbardziej obiektywne sprawozdanie ze wszystkich wcześniejszych. Mam tylko jedno pytanie - co masz na myśli pisząc "lepsza lokalizacja pod względem miasta"? Moim zdaniem Warszawa jest najlepszym miejscem na takie wydarzenia, gdyż znajduje się w środku.

gurtos pisze...

Dobrze się czytało, pjątka.

Daru pisze...

Słowem sprostowania - ja ze Stadlbauerem zacząłem się kontaktować jak tylko przyjechałem na miejsce, niestety oni mi w żaden sposób pomóc nie potrafili.

kelen pisze...

Ok.
Nie potrafili? Znaczy, olali Cie w ogóle czy były gadki typu "my nic nie możemy zrobić"?

Daru pisze...

"My to załatwiliśmy, nie wiemy o co chodzi, będziemy po dwunastej, postaraj się coś zrobić" i tym podobne.

Prześlij komentarz